Z CYKLU ZDROWIE
Zbędne wydatki to nie tylko rzeczy, przedmioty niepotrzebne czy kupowane na zapas, ale przede wszystkim to jedzenie, albo raczej rzeczy, które są określane jako jedzenie, ale których Twój organizm nie potrzebuje praktycznie wcale, to tzw. śmieciowe jedzenie oraz słodycze wszelkiego rodzaju, nawet te najzdrowsze, przetestowane na matkach i dzieciach w specjalnych instytutach.
Dawno, dawno temu zrezygnowałam z większości słodyczy, chipsów i coli. Obecnie nastąpił powrót przede wszystkim do chipsów i słodyczy. Coli nadal nie tykam. Co się takiego stało? Medycyna chińska określa, że na jedzenie słodkie mamy ochotę gdy potrzebujemy energii życia – qi, bo tonizują ją, poza tym rzeczy słodkie oddziałują na śledzionę, pobudzają, odżywiają, no i łagodzą ból. Natomiast w przypadku rzeczy słonych – oddziałują one przede wszystkim na nerki, zmiękczają stwardnienia i guzy oraz wspomagają usuwanie zatwardzeń. Zatem może to świadczyć o tym, że mój organizm po prostu potrzebuje więcej energii i chce usunąć zatwardzenie (uff, napisałam to).
Z kolei tradycyjna nauka głosi, że ciągoty do rzeczy tłustych i oleistych
są objawem niedoborów wapnia w organizmie, a słodkich - braku chromu, węgla, fosforu , siarki, tryptofanu. To też jest ważny
sygnał dla mnie.
Ale te wszystkie „smaki” niekoniecznie musimy pochłaniać z
rzeczy szkodliwych, mamy bowiem mnóstwo bardzo słodkich i słonych smakołyków w
formie naturalnej, np. ananasy i śledzie.
Zatem ostateczny wybór zawsze należy do nas. Najważniejsza
jest świadomość i wiedza na temat tego o co może prosić nas organizm w danym
momencie, bo przecież chętka na chipsy może minąć jak ręką odjął po
skonsumowaniu 2 plasterków dobrego żółtego sera z dziurami lub bez. Warto
spróbować zanim popędzimy w te pędy do najbliższego supermarketu (jak to
uczyniłam niestety ostatnio ja we własnej osobie).
A teraz przedstawię mini zestawienie strat finansowych z
ostatnich 10 dni cudownego czerwca, które nastąpiły wskutek niekontrolowanych
zakupów – zachciankowych:
data
|
zachcianka
|
koszt
|
01.06
|
3 batony (wielozbożowe, bezglutenowe, „zdrowe”)
|
2,70
|
Chipsy (oczywiście solone, bo tylko takie jem jak już jem, bo nie
zawierają, podobno dodatków, poza solą)
|
2,40
|
|
03.06
|
Frytki i ketchup (w czasie spotkania z koleżanką, ketchupu nie
zamawiałam, Pani dorzuciła, niestety nie gratis)
|
6,00
2,00
|
05.05
|
2 batony (wielozbożowe, jeden dałam komuś)
|
1,40
|
2 wodne lody (jeszcze czekają na moje wyleczone gardło w
zamrażalniku)
|
3,20
|
|
08.06
|
Chipsy solone
|
2,40
|
09.06
|
Wafelek (mój ulubiony)
|
1,20
|
PODSUMOWANIE
|
21,30
|
Jeśli powyższe wydatki utrzymają się przez cały miesiąc na
podobnym poziomie, to okaże się że pod koniec cudownego czerwca wyniosą około
65 zł.
Za tą sumę można kupić mnóstwo dobrych owoców, warzyw, ryb,
kasz, serów, które z powodzeniem zaopatrzą organizm we wszystkie potrzebne
składniki – naturalne i dobrze przyswajalne przez organizm. Albo po prostu
fajną książkę lub modny ciuszek. Za tą kwotę można zrobić nawet mały wypad na
weekend do niedalekiej miejscowości z górami, lasami i czystym powietrzem.
Nie wiem jak do Was, ale mnie powyższe dane przekonały
podwójnie by zrezygnować z większości zachcianek jedzeniowych. Tym bardziej, że
nie wpisałam w wykazie czekolady, oczywiście gorzkiej, którą nawet dietetycy
zalecają.
Zróbcie mały eksperyment nie tylko z liczeniem, ale z
obserwacją swoich zakupów.
Bądźcie uważni i świadomi co jest naprawdę dla Was i Waszych
Ludkowych organizmów ważne.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz