poniedziałek, 16 lutego 2015

Siłownia na każdą kieszeń czyli jak zyskać dużo małym kosztem


Z CYKLU ZDROWIE

 

Mija 3 miesiące od czasu kiedy stworzyłam własną mini siłownię. Inspiracją do tego stało się moje miesięczne uczestnictwo w fitnesie organizowanym w niedaleko położonym klubie.
Z nieukrywaną fascynacją poznawałam podstawy fitnessu i różnych jego odmian. Niektóre spodobały mi się bardziej inne mniej. Tamten miesiąc bardzo wiele zmienił w moim postrzeganiu aktywności fizycznej. 










Zdałam sobie sprawę z tego, że różnego rodzaju ćwiczenia fizyczne mogą sprawiać wiele radości, a poprzez to wpływają na funkcjonowanie ciała. Dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę w pełni. Oczywiście ważna jest aktywność nie przekraczająca pewnych granic. Zbyt duży wysiłek sprawiał, że czułam się wręcz fatalnie. Dlatego też ćwiczyłam, mimo że w grupie, własnym tempem i dostosowywałam je do własnych możliwości. Uczestnicy fitness dziwnie na mnie patrzyli, ale nie zwracałam na nich uwagi. Słuchałam siebie…

Moja mini siłownia składa się z:

- dużej piłki do ćwiczeń (średnica 65 cm),
- małej piłki do zabawy (średnica 18 cm),
- dwóch ciężarków (waga po 0,5 kg),
- taśmy rehabilitacyjnej (żółta),
- skakanki,
- maty (w moim przypadku karimaty).
I to wszystko.

Ćwiczę codziennie. Czasem jest to 10 minut, czasem godzina, w zależności od tego jaką czuję potrzebę. W czasie choroby kiedy nie mogę wyjść na pole, w miarę możliwości staram się ćwiczyć 3 razy po minimum 10 minut. Robię wtedy bardzo proste i powolne ćwiczenia, jednak pozwalają mi one zachować sprawność mimo długiego leżenia w łóżku.

Oprócz ćwiczeń sporo spaceruję, codziennie minimum godzinę (jest to droga do i z pracy), ale najczęściej jest to około dwóch godzin (włączając w to odwiedzane po drodze sklepy). Jest to dawka ruchu absolutnie mi niezbędna. Nawet kiedy jest zimno, albo pada deszcze wychodzę. Wyjątek stanowią dni kiedy komunikaty radiowe podają wzrost zanieczyszczenia powietrza w moim mieście (co niestety zdarza się coraz częściej). W takich dniach na polu staram się spędzać jak najmniej czasu.

A wracając do mojej mini siłowni to całkowity koszt jej utworzenia wyniósł 82 zł. Jest to 2/3 kwoty jaką zwykle płaci się za możliwość miesięcznego udziału w fitnesie organizowanym w klubie w okresie jesienno-zimowym.

Mini siłownia to idealna inwestycja we własne zdrowie i dobry nastrój. Właściwie, systematycznie eksploatowana, pozwoli każdemu odzyskać siłę i humor, tak niezbędne do tego, by efektywnie funkcjonować na co dzień zarówno w pracy jak i w bliskich relacjach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz