Z CYKLU PASJA I STYL ŻYCIA
Z listu do K: „Minimalizmem zainteresowałam się przypadkiem, choć
myśl o nim kiełkowała długo. Ktoś kiedyś opowiadał mi o tym jak sprzątał pokój
przed przeprowadzką i o zdenerwowaniu, że tych rzeczy jest tak dużo, więc się
ich pozbyła. Nie wiem czemu, ale ze wszystkich rozmów, tą opowieść jakoś
szczególnie zapamiętałam. Wstukałam w Google „minimalizm” i pojawiły się
pierwsze filmiki. Zainspirowałam się, zaczęłam wprowadzać drobne zmiany ,
obserwowałam jak działają, zaczęłam się bardziej przyglądać wszystkiemu, z
dystansem, na spokojnie. Dla mnie minimalizm jest po prostu świadomością nie
tylko tego co mam, czego chcę, ale przede wszystkim co jest mi naprawdę
potrzebne, a co mi się tylko wydaje, że jest mi potrzebne. To sposób
organizowania przestrzeni wokół siebie i w sobie w taki sposób, który jest
charakterystyczny tylko dla mnie, „szyty na miarę”. Dzięki minimalizmowi można
poznać tak naprawdę siebie. Wbrew pozorom minimalizm sprzyja rozwojowi i
kreatywności. Teraz inaczej patrzę na świat. Czuję, że przez ostatni rok zmieniłam
się.”
Proces wprowadzania minimalizmu rozpoczął się od posprzątania szafy i oddania 2 worków ciuchów do Caritasu. Potem co miesiąc pozbywałam się w ten sam sposób kolejnych (już w mniejszej ilości). Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak wiele mam ubrań, których nie miałam na sobie od nawet kilku lat. Następnie uporządkowałam buty i dodatki, z których ostatecznie zrezygnowałam całkowicie (poza torebką i kilkoma sztukami biżuterii – prezentów).
Przeglądnęłam wszystkie książki i
sporo z nich oddałam do biblioteki zostawiając je na „stoliku” tuż przy
drzwiach, z którego każdy może sobie wziąć książkę do czytania za darmo. Cześć
książek sprzedałam, a cześć jeszcze sprzedaję.
Najwięcej czasu zajęło mi „rozliczenie
się z przeszłością” czyli przeglądnięcie „pamiątek” z czasów studiów takich jak
notatki, kserówki oraz szkoły średniej i podstawówki czyli moje „pudełko
wspomnień”. Teraz wszystkie te „pamiątki” zajmują 2 z 4 półek. Ciągle pracuję
nad tym, aby wybrać to co najważniejsze dla mnie.
Bardzo ciekawy efekt minimalizmu
zauważyłam w kuchni. Nie jem mniej, wręcz przeciwnie, staram się jeść 5 razy
dziennie. Nie wydaje też mniej na jedzenie, ale za to kupuję rzadziej i inaczej
jak dawniej. Teraz chodzę do sklepu spożywczego/supermarketu 2-3 razy w
tygodniu. Kupuję „surową” żywność, czyli taką najmniej albo wcale nie
przetworzoną. Zrezygnowałam z większości słodyczy i tzw. gotowych dań oraz z
wszystkiego co zawiera konserwanty, a szczególnie syrop glukozowo-fruktozowy.
Oczywiście robię wyjątki, ale rzadko. Nie jadam „na mieście”.
Nie mam telewizora, internetu w
domu, za to mam radio.
Jestem w trakcie eksperymentu
zakupowego polegającego na niekupowaniu ubrań przez 4 miesiące (2 mam już za
sobą) oraz dodatkowych rzeczy przedmiotów. Zdarza mi się kupować książki (choć
większość pożyczam z miejskiej i osiedlowej biblioteki) oraz filmy na DVD, które
umilają mi zimowe wieczory.
Ostatnio sporo piszę. Wróciłam do
tego co uwielbiałam robić będąc
dzieckiem.
Teraz moje życie jest bardzo
proste i lekkie. Mam czas na wszystko, a przede wszystkim dla bliskich.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz